
Wykresy najłatwiej czyta się wstecz.
Trzeba było kupić tu. Sprzedać tam. Wejść wtedy. Wyjść wtedy. Z dzisiejszej perspektywy wszystko wygląda na oczywiste.
Problem w tym, że nikt nie inwestuje wstecz.
Żyjemy w Polsce od ponad 30 lat w prosperity. Wzrost. Rozwój. Bogacenie się. Za mojego dorosłego życia tak naprawdę nie przeżyłem sytuacji, w której fundamenty trwale by się zachwiały. COVID zatrząsł rynkami? Zatrząsł. Wojna? Zatrząsła. Ale rynki wróciły. Zawsze wracały.
I gdzieś tam w wielu głowach siedzi przekonanie, że tak będzie zawsze.
Im dłużej trwa hossa, tym bardziej wierzymy, że wszystko co podczas jej trwania zdołaliśmy wypracować to zasługa naszych decyzji. Naszych analiz. Naszego geniuszu.
A prawda jest taka, że spora część tego, co osiągnęliśmy… to po prostu szczęście. I mam wrażenie, że to jedna z najbardziej niedocenianych rzeczy w świecie inwestycji.
Opowiem kilka historii. Moich. I niech każdy sam oceni, ile w nich geniuszu inwestora, a ile zwykłego łutu szczęścia.
1. BITCOIN. ROK 2017.
Zacząłem interesować się inwestowaniem. Słuchałem YouTube’a. Czytałem co popadnie. Przeglądałem wszystko co finansowe i inwestycyjne. Nie ograniczałem się.
I dziwnym zbiegiem okoliczności… natrafiłem na Bitcoina.
Nie szukałem go. Nie planowałem inwestować w krypto. Po prostu gdzieś się pojawił i coś kliknęło. Przeczytałem white paper. Zrozumiałem ideę. Uwierzyłem w to co widziałem. No i kupiłem. Praktycznie za wszystko co miałem. 90% mojego kapitału poszło na Bitcoina.
Potem przyszedł grudzień 2017. Euforia. To the moon. Wykresy w jedną stronę.
A potem… spadek. Kapitulacja. Rynek zanurkował.
Świeżak na rynku, kilka miesięcy doświadczenia, portfel leci w dół. Idealny scenariusz na kliknięcie „sprzedaj”. Wpisywałem się w schemat idealnego dawcy kapitału. Wystarczyło jedno kliknięcie.
Nie kliknąłem.
Wiedziałem co mam. Zanim zainwestowałem, dowiedziałem się za wczasu czym jest Bitcoin i czemu go chcę. To mnie utrzymało, kiedy rynek krzyczał „uciekaj”.
Myśli o sprzedaży? Oczywiście. Natomiast zamiast panikować, usiadłem i zacząłem się uczyć. Czym są cykle rynkowe. Jak zachowuje się rynek w bessie. Co stało za poprzednimi spadkami. Byłem pod wodą, przegrywałem, szukałem ukojenia. I leczyłem się czytaniem. Utwierdzałem się w przekonaniu, że spokój i wytrwałość się opłacą.
Mam te Bitcoiny do dzisiaj.
No i teraz… ręka na sercu. Ile z tego to mój „skill”?
Research, white paper, przekonanie, brak paniki. Tak. To po mojej stronie. Natomiast… że w ogóle na Bitcoina trafiłem? Przypadek. Że rynek wrócił po bessie 2018 i dał mi szansę na naukę? Na to nie miałem żadnego wpływu.
Gdyby Bitcoin nie odżył… straciłbym 90% kapitału i pewnie obraziłbym się na rynek jak dziesiątki tysięcy ludzi, którzy wtedy sprzedali.
Szczęście dało mi drugą szansę. Ja ją wykorzystałem. Ale bez tego szczęścia… nie byłoby czego wykorzystywać.

2. TEN SAM ROK (2017). DRUGA DECYZJA
W tym samym czasie, skuszony wizją szybkiego zysku, wziąłem kredyt na pseudo-projekt kryptowalutowy. Wszystko we mnie krzyczało. Intuicja podpowiadała, że to się źle skończy.
Nie posłuchałem. Na co liczyłem? Myślę, że na szczęście. Cały ja 🙂
Straciłem. Spłacałem kredyt przez dwa lata. Całą historię opisałem tutaj.
Jeden człowiek. Jeden rok. Dwie decyzje. Dwa kompletnie różne wyniki.
W przypadku Bitcoina zrobiłem robotę. Research, zrozumienie, przekonanie. I szczęście zagrało na tej podstawie. W przypadku pseudo-projektu liczyłem na szczęście bez żadnej podstawy.
I tu jest chyba najgorszy sygnał, jaki inwestor może u siebie zauważyć.
Jeżeli przychodzi moment, że liczy się na szczęście… to już jest bardzo źle.
Szczęście działa, kiedy mu pomożesz. Kiedy tego nie zrobisz… działa przeciwko Tobie.
Szczęście działa, kiedy mu pomożesz. Kiedy tego nie zrobisz… działa przeciwko Tobie.

Każdy z nas ma jakąś wersję tej historii. Nie musi być o Bitcoinie.
Ktoś uczył się dwa tygodnie do egzaminu i dostał trójkę. Ktoś dawał z siebie więcej niż inni w pracy, zostawał po godzinach… i nie dostał awansu.
Ktoś trzymał pieniądze na lokacie, robił „to co bezpieczne”, a inflacja i tak zjadła mu połowę siły nabywczej. Ktoś kupił mieszkanie w idealnym momencie i myśli że to jego zasługa. A po prostu trafił w dołek cenowy.
To są różne strony tej samej monety. My tu mówimy o finansach, ale mechanizm jest ten sam. Robisz swoje, dajesz z siebie co możesz, a wynik i tak nie zależy tylko od Ciebie.
3. POCZTA PANTOFLOWA
Szukałem działek na półwyspie. Początki 2018. Przeszukałem internet wzdłuż i wszerz. Średnia cena? 300 zł za metr kwadratowy. Na dzień dobry.
No i nagle, ni z gruchy ni z pietruchy… poczta pantoflowa. Działki w bliskiej okolicy. 30 zł za metr kwadratowy. Dziesięć razy taniej niż rynkowo. Ludzie o nich po prostu nie wiedzieli. Ja się dowiedziałem. Miałem chwilę na decyzję. Sprawdziłem co zdążyłem. Pobiegłem do banku po kredyt.
Wykazałem się geniuszem? Potknąłem się o okazję, której nie znalazłbym na żadnym portalu. Moją jedyną zasługą było to, że nie zignorowałem informacji i działałem szybko.
Szczęście to czasem informacja, która do Ciebie dotarła, a do innych nie. Natomiast co ważniejsze… gdybym nie szukał, gdybym nie mówił ludziom że szukam działek, ta informacja pewnie nigdy by do mnie nie dotarła. Szczęściu znowu trzeba było pomóc.

4. JEDEN ROK RÓŻNICY
Żeby zobaczyć jak bardzo timing… czyli w dużej mierze szczęście… wpływa na wynik inwestycji, weźmy konkretne liczby.
Bitcoin. Grudzień 2017. Szczyt euforii. Cena? 70 000 zł za sztukę.
Rok później. Grudzień 2018. Dno bessy. 12 000 zł.
Weźmy takiego Jacka i Placka.
Jacek kupuje w grudniu 2017 na szczycie. Za 10 000 zł dostaje 0,14 Bitcoina.
Placek kupuje w grudniu 2018 na dnie. Za te same 10 000 zł dostaje 0,83 Bitcoina.
Ta sama kwota. Ten sam asset. Dwanaście miesięcy różnicy.
Dzisiaj, czerwiec 2026, Bitcoin kosztuje 240 000 zł.
Jacek ma na koncie ~34 000 zł. Niezły wynik. Pomnożył pieniądze 3,4 raza.
Placek? ~200 000 zł. Dwadzieścia razy więcej niż włożył.
3,4x vs 20x.

Za tą różnicę nie odpowiada wiedza. Nie strategia. Nie doświadczenie. Odpowiada moment wejścia. A moment wejścia to w dużej mierze… łut szczęścia.
Spróbuj teraz powiedzieć Plackowi, że jego sukces to nie tylko zasługa geniuszu inwestycyjnego 🙂
5. POLAK MĄDRY PO SZKODZIE
- Pandemia. Lockdown. Gospodarka zamknięta.
Rządy na całym świecie zaczęły drukować pieniądze żeby załatać dziurę. Banki centralne działały zsynchronizowane. Tajemniczo zsynchronizowane.
W którymś momencie dotarła do mnie informacja, że w Polsce dodrukowano 18% całej waluty w obiegu.
Osiemnaście procent.

Stopy procentowe? Na rekordowo niskim poziomie. 0,1%.
Nie trzeba było być geniuszem żeby połączyć kropki. Dodruk… inflacja… podniesienie stóp procentowych… raty kredytów w górę. Prosty łańcuch.
Wiedziałem, że ludzie wokół mnie mają kredyty hipoteczne ze zmienną stopą. Rynek nieruchomości był rozgrzany, więc te kredyty były adekwatnie wysokie. Wiedziałem, że jak stopy pójdą w górę… raty mogą skoczyć drastycznie.
Mówiłem o tym. Szeroko. Każdemu kto miał kredyt i chciał słuchać. Że są możliwości refinansowania. Zamrożenia stopy na stałą. Że warto się zabezpieczyć.
Co słyszałem?
„A tam Michał, daj spokój.”
„Co ty pierdzielisz.”
Ręce opadały do gleby.
Co się stało potem? Stopy poszły w górę. Raty skoczyły. Niektórym o 100%. Zaczął się ryk, płacz i zgrzytanie zębów. „Michał, ratuj.”
Sam kiedyś zignorowałem czyjąś radę. Każdy to zrobił. Nie z głupoty, tylko z przekonania że „mnie to nie dotyczy”.
I teraz pytanie. Ci ludzie mieli pecha?
Mieli dostęp do tych samych informacji co ja. Mogli sprawdzić ile waluty dodrukowano. Mogli zobaczyć gdzie są stopy. Mogli połączyć te same kropki. Nie zrobili tego.
A ja? Miałem lata edukacji, które pozwoliły mi te kropki połączyć. Ale miałem też szczęście, że ta informacja o 18% do mnie dotarła w odpowiednim momencie. Że akurat ten temat śledziłem.
Widzisz ten wzorzec? Znowu to samo. Przygotowanie plus szczęście. Jedno bez drugiego nie wystarczy.
Przygotowanie plus szczęście. Jedno bez drugiego nie wystarczy.

6. KLAPY NA OCZACH
Można przeczytać te historie i pomyśleć „no okej, miał farta”. I to prawda. Miałem.
Ale chodzi o coś więcej.
Chodzi o to, co się dzieje w głowie, kiedy dopuścisz do siebie myśl, że nie wszystko jest Twoją zasługą.
Traktowanie sukcesów w 100% jako swoich… to jak zakładanie sobie klap na oczy jak koń.

Widzisz tylko jedną ścieżkę. Swoją genialność. Swoje analizy. Reszta nie istnieje.
Może to pcha do przodu na krótką metę. Ale konia z rzędem temu, kto to stosuje długofalowo.
Kiedy dopuściłem do siebie, że mogę popełniać błędy. Że nie mam kryształowej kuli. Że dużo w tym szczęścia. Stałem się lepszym inwestorem. Nie słabszym. Lepszym.
Zacząłem brać większą odpowiedzialność za swoje decyzje. Przestałem szukać winy na zewnątrz kiedy coś nie wyszło. Przestałem przypisywać sobie wszystkie zasługi kiedy wyszło. Pokora, odpowiedzialność, dystans. To nie są słabe cechy. To jest fundament, na którym buduje się latami. Który nie pęka na pierwszym zakręcie.
Pokora, odpowiedzialność, dystans. To nie są słabe cechy. To jest fundament, na którym buduje się latami.
Im dłużej jestem na rynku, tym bardziej ostrożny się staję. Większość ludzi robi odwrotnie. Im dłużej hossa, tym bardziej pewni siebie, tym większe ryzyko. A ja… im dalej jestem na fali, tym więcej dystansu czuję. I uważam, że to dobrze.
Nie mówię tego żeby się pochwalić swoją pokorą 🙂 Widzę różnicę odkąd tak myślę. W inwestycjach i nie tylko. To mi daje grunt pod nogami. I to sprawia, że perspektywa, o którą nam chodzi, ma szansę się realizować.
Następnym razem kiedy Twoja inwestycja pokaże +30%… zanim pogratulujesz sobie geniuszu, sprawdź jak zachował się cały rynek. Pewnie też dał +30% 🙂 A następnym razem kiedy spadnie… zanim zaczniesz szukać winnych, sprawdź co zrobiłeś Ty. Co było po Twojej stronie, a co nie.
Nie wiem czy kiedykolwiek przyjdzie moment, w którym to prosperity się skończy. Pewnie przyjdzie. Nie czy, tylko kiedy. I wtedy zobaczymy, kto zakładał sobie klapy na oczy… a kto wiedział, że nie wszystko zależy od niego.
Czy jesteśmy dziećmi hossy? Pewnie tak. Ale ci, którzy o tym wiedzą… mają szansę z tego wyrosnąć 🙂
Pozdro, Majk
7. CO DALEJ?
Jeśli po tym tekście zacząłeś się zastanawiać gdzie właściwie jesteś ze swoimi finansami i od czego zacząć… zrobiłem prostą mapę. Odpowiadasz na kilka pytań, dostajesz konkretną ścieżkę dopasowaną do Twojej sytuacji. Zero teorii, sam konkret.
Drzewko wysyłamy w mailu powitalnym po zapisie na newsletter #SekretyPolskichMilionerów. Co dwa tygodnie piszemy o tym jak budować majątek z etatu. Bez coachingu, bez „5 kroków do wolności finansowej”. Konkrety, liczby, doświadczenie z pierwszej ręki.

PRZECZYTAJ TEŻ
Wpisy na blogu:
- Krypto. Historia pewnej bessy — jak sam straciłem 60% portfela i dwa lata spłacałem kredyt. Realne błędy, bez koloryzowania.
- Jak rozpoznać oszustwo inwestycyjne w 5 minut? — poradnik bezpieczeństwa dla początkującego inwestora.
- Jakie aktywa wybrać do portfela inwestycyjnego? Buduję od zera. — od czego zacząć budowanie portfela.







Nie ma jeszcze komentarzy